funkcjonariusz a żołnierz skw
Odpowiedzialność dyscyplinarną ponosi także żołnierz SKW i funkcjonariusz SKW, który z własnej winy legitymację zniszczył, uszkodził lub utracił albo nie złożył pisemnego raportu o jej utracie lub też bez usprawiedliwionych przyczyn złożył taki raport z opóźnieniem.
12. W ustawie z dnia 21 maja 1999 r. o broni i amunicji (Dz. U. z 2020 r. poz. 955. oraz z 2022 r. poz. 275) wprowadza się następujące zmiany: 1) w art. 10: a) ust. 1 otrzymuje brzmienie: „1. Właściwy organ Policji, w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku, wydaje. pozwolenie na broń, jeżeli wnioskodawca nie stanowi zagrożenia dla
Look up the Spanish to Polish translation of funkcjonariusz in the PONS online dictionary. Includes free vocabulary trainer, verb tables and pronunciation function.
Funkcjonariusz SKW albo SWW oraz żołnierz zawodowy wyznaczony na stanowisko służbowe w SKW albo w SWW, który wbrew przepisom ustawy, wykorzystuje informacje uzyskane podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, do wpływania na działalność organów władzy publicznej, przedsiębiorców lub nadawców w rozumieniu art
Tłumaczenia w kontekście hasła "Funkcjonariusz zgłasza" z polskiego na angielski od Reverso Context: Funkcjonariusz zgłasza zagrożenie na kanale 7.
natal adalah kisah kasih yang terindah lirik. Funkcjonariusz Służby Kontrwywiadu Wojskowego został zatrzymany, a następnie decyzją sądu trafił do aresztu tymczasowego - dowiedział się portal Jak dotąd o sprawie nie poinformowano członków parlamentarnej komisji do spraw służb specjalnych. Według naszych nieoficjalnych informacji, do zatrzymania funkcjonariusza wojskowego kontrwywiadu doszło w ubiegłym tygodniu w Postępowanie oparte jest o niejawny materiał dowodowy, nie jest więc możliwe informowanie opinii publicznej o jego szczegółach – napisał nam dział prasowy Prokuratury daneNieoficjalnie udało nam się dowiedzieć nieco więcej - jednak ze źródeł, które zastrzegły swoją anonimowość. Oficera mieli zatrzymać funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, najprawdopodobniej w czwartek 14 listopada.– Głównie dlatego, że samo SKW nie ma uprawnień do działań procesowych, w przypadku zatrzymań musi się zwracać do innych służb. Zatrzymany był wcześniej pod lupą "bezpieki" w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego – mówi jeden z naszych kolejnego, zatrzymany był w trakcie zwalniania ze służby, odchodzenia "do cywila". Podejrzenia wobec niego polegają na tym, że w ostatnim czasie gromadził tajne materiały, których mógłby używać już po opuszczeniu szeregów służby."Zarzuty dotyczą przestępstw określonych w art. 231 § 2 kk w zb z art. 265 § 1 kk (przekroczenia uprawnień służbowych w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i wykorzystania wbrew przepisom ustawy informacji niejawnych o klauzuli tajne i ściśle tajne), art. 231 § 1 kk w zb z art. 265 § 1 kk w zb z art. 276 kk (przekroczenia uprawnień i niedopełniania obowiązków służbowych, wykorzystania wbrew przepisom ustawy informacji niejawnych oraz ukrycia dokumentów, którymi nie miał prawa wyłączenie rozporządzać oraz art. 263 § 2 kk (posiadania w lokalu mieszkalnym kilkudziesięciu sztuk amunicji do broni palnej bez wymaganego zezwolenia)" – informuje rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz się zajmował zatrzymany?Jak ustaliliśmy, funkcjonariusz przyszedł do kontrwywiadu około 10 lat temu, jako żołnierz. W wojsku służył od 1990 roku, dochodząc do szczebla asystenta jednego z generałów. Po przejściu do tajnej służby był szeregowym funkcjonariuszem, aż do pojawienia się w SKW ekipy Antoniego objął funkcję naczelnika w inspektoracie wewnętrznym, czyli w jednostce odpowiadającej za tropienie nieprawidłowości w działaniach funkcjonariuszy SKW. Następnie służył w pionie techniki dwóch niezależnych źródłach potwierdziliśmy, że zatrzymany w ostatnich latach awansował błyskawicznie. - Gdy odchodziło kierownictwo służby z czasów PO, był podoficerem, ostatnio zaś miał już stopień majora - że cieszył się wyjątkowymi względami, potwierdza również fakt, że zmienił status z żołnierza służącego w SKW na status funkcjonariusza. - To wiąże się z wyższą pensją na tym stanowisku. Dodatkowo, odchodząc z armii, otrzymuje się wypłatę ekwiwalentu mieszkaniowego, roczną pensję, czyli nawet kilkaset tysięcy złotych na rękę - tłumaczy były oficer Służby Kontrwywiadu służbyJak sprawdziliśmy, o tym zatrzymaniu jeszcze nie zostali poinformowani posłowie z komisji do spraw służb We wtorek wieczorem powoływaliśmy władze komisji, nie zaczęliśmy jeszcze merytorycznej pracy – mówi nam jeden z członków speckomisji. Jednocześnie deklaruje: - Przyjrzymy się temu zatrzymaniu. Choćby po to, by sprawdzić, czy funkcjonariusz dokumentował nieprawidłowości w służbie, czy zbierał informacje, by spieniężyć je na 2006 roku na rzecz sił zbrojnych działają dwie osobne służby specjalne – wywiad i kontrwywiad. Zadaniem Służby Wywiadu Wojskowego, przynajmniej w teorii, jest zbieranie informacji poza granicami Polski. Służba Kontrwywiadu Wojskowego ma za zadanie przeciwdziałać szpiegostwu i nadużyciom finansowym w miliardowych zakupach Ministerstwa Obrony ostatnich czterech latach doszło dwa razy do personalnej rewolucji w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego. Najpierw nastąpiła czystka ludzi związanych z kierownictwem służby w czasach rządów PO-PSL. Następna miała miejsce po zmianie ministra obrony z Antoniego Macierewicza na Mariusza Stery w służbie objął Maciej Materka, którego stanowisko i po tych wyborach nie jest raczej zagrożone. Niepewna jest natomiast przyszłość szefa wywiadu wojskowego generała Andrzeja Kowalskiego – mówi nam polityk rządzącego obozu Zjednoczonej lat łagruTo SKW ma obciążać nieudolna operacja, w wyniku której zatrzymano w Rosji polskiego obywatela Mariana R. Według rosyjskich śledczych – opublikowali oni w tamtejszych mediach również filmy – został on zatrzymany na gorącym uczynku, gdy próbował kupić elementy rakietowego systemu przeciwlotniczego S-300. Moskiewski sąd skazał Mariana R. na karę 14-lat Domagaliśmy się informacji od naszych służb, jaki mają plan pomocy naszemu rodakowi. Na razie nie doczekaliśmy się satysfakcjonujących odpowiedzi, a człowiek trafił do kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. To stawia w bardzo złym świetle obydwie wojskowe służby – mówi w rozmowie z dziennikarzem jeden posłów pracujących w Robert Zieliński (@ / Źródło: zdjęcia głównego: tvn24
Słownik terminów bezpieczeństwa dla mediów Od wielu miesięcy ze względu na sytuację geopolityczną, afery podsłuchowe, destabilizację Ukrainy, zagrożenie terrorystyczne, w tym działalność terrorystów pod szyldami Al-Kaidy oraz tzw. państwa islamskiego, zagadnienie bezpieczeństwa ponownie jest częstym gościem w różnych mediach. Niestety równie często – zwłaszcza gdy tematem zajmują się dziennikarze niebranżowi – pojawiają się dość podstawowe błędy bądź fantazyjne nazwy i sformułowania, będące zapewne wynikiem niewiedzy i uproszczeń. Tym samym, bez żadnych złośliwości a z czystej troski pozwoliłem sobie na stworzenie może nie tyle słownika co zestawienia i rozróżnienia najczęściej mylonych pojęć, wraz z krótkim komentarzem. Owe uporządkowanie nomenklatury może się przydać nie tylko dziennikarzom, ale wszystkim zainteresowanym szeroko pojętym bezpieczeństwem. Instytucje i służby Osobiście najbardziej irytującym mnie błędem popełnianym przez zawodowych dziennikarzy jest przekręcanie nazw własnych, głównie w przypadku służb. Nie mamy może służb mało, ale nie jest ich też tyle co w USA, więc myślę, że przygotowując materiał wystarczy wykorzystać wyszukiwarkę, by znaleźć oficjalny serwis i rozwiać swoje wątpliwości. Najczęściej w nazwach własnych mylone są Straże ze Służbami. I tak, strażami z nazwy są Straż Graniczna, Straż Ochrony Kolei, (Państwowa / Ochotnicza) Straż Pożarna, (Państwowa) Straż Łowiecka, (Państwowa) Straż Rybacka, Straż Leśna, Straż Parku, Straż Gminna (uwaga: Straż Miejska to forma straży gminnej) oraz Straż Marszałkowska. Służb mamy zdecydowanie mniej: Służba Celna, Służba Więzienna, Służba Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służba Wywiadu Wojskowego. I jeszcze uwaga dot. polskiego FBI. Nie ma już Centralnego Biura Śledczego (Komendy Głównej Policji), jest Centralne Biuro Śledcze Policji; właściwy skrót to CBŚP a nie CBŚ. Funkcjonariusz, żołnierz, agent, szpieg? Kwestia nazewnictwa członków danej formacji także przysparza wielu problemów. Wydawałoby się np. że z zasady członkowie straży to strażnicy a wcale tak nie jest do końca. Poniżej zestawienie, z pominięciem pracowników obsługi. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego W ABW w służbie mamy funkcjonariuszy, mówienie czy pisanie o agentach ABW jest błędem. Poprawnym jest określanie pewnych działań ABW jako kontrwywiad cywilny. Agencja Wywiadu W wywiadzie cywilnym także mamy funkcjonariuszy. Pamiętajmy, że agent to osoba zwerbowana przez wywiad a prowadzi go oficer wywiadu. Głębokim nietaktem i błędem logicznym jest więc nazywanie funkcjonariuszy AW agentami… Nieprawdą jest także, że Agencja Wywiadu może prowadzić działania wyłącznie poza granicami RP. Biuro Ochrony Rządu W BOR służbę pełnią funkcjonariusze. Kiedyś BOR funkcjonowało jako Jednostka Wojskowa 1004, stąd mówiło się o żołnierzach BOR, jednakże w chwili obecnej to błąd. Centralne Biuro Antykorupcyjne W CBA mamy także wyłącznie funkcjonariuszy! Agent to nazwa jednego ze stanowisk w CBA, nie jest więc poprawnym nazywanie wszystkich agentami. Centralne Biuro Śledcze Policji Służbę w CBŚP pełnią policjanci i tak należy ich nazywać w swoich materiałach, ewentualnie jako funkcjonariuszy CBŚP. Inspekcja Transportu Drogowego Inspektorzy Kontrola Skarbowa W Urzędach Kontroli Skarbowej pracują inspektorzy i pracownicy kontroli skarbowej. Wszyscy są członkami korpusu Służby Cywilnej, jednak nie służą a pracują i nie są funkcjonariuszami. Państwowa Straż Łowiecka Strażnicy Państwowa Straż Rybacka Strażnicy Policja W Policji najbardziej popularne określenie to funkcjonariusze policji, bądź po prostu policjanci. Służba Celna W Służbie Celnej także mamy do czynienia z funkcjonariuszami, poprawne określenie to funkcjonariusze celni czy celnicy. Służba Kontrwywiadu Wojskowego Złożona sytuacja, gdyż służbę w SKW pełnią zarówno funkcjonariusze, jak i żołnierze. Jedni i drudzy w takich samych mundurach, wykonują podobne zadania. Najlepiej więc w danej sytuacji dopytać rzecznika prasowego, bądź użyć ogólnego sformułowania kontrwywiad wojskowy. Służba Więzienna W SW służbę pełnią funkcjonariusze, często ze względu na wykonywane zadania zwani strażnikami. Najlepiej jednak używać sformułowania funkcjonariusze Służby Więziennej. Służba Wywiadu Wojskowego Sytuacja zbieżna do Służby Kontrwywiadu Wojskowego: funkcjonariusze i żołnierze. Straż Gminna Jak wspominałem, straże miejskie to tak naprawdę straże gminne a członkowie to strażnicy. Straż Graniczna W Straży Granicznej mamy funkcjonariuszy. Żołnierzami byli za czasów Wojsk Ochrony Pogranicza. Funkcjonariuszy Straży Granicznej śmiało można określać jako strażnicy graniczni czy pogranicznicy. Straż Leśna Strażnicy Straż Marszałkowska Strażnicy Straż Ochrony Kolei Funkcjonariusze Straż Parku Funkcjonariusze Straż Pożarna (Państwowa / Ochotnicza) Strażacy Żandarmeria Wojskowa Służę w ŻW pełnią żołnierze, śmiało można ich określać żandarmami (bez: wojskowymi) czy policjantami wojskowymi. Stopnie, skróty, stanowiska Bardzo często w podpisach wypowiadających się w telewizji funkcjonariuszy pojawia się jeden błąd dot. skrótu od „sztabowy”. Poprawną formą jest „sztab.” a nie „szt.”, ta druga wersja to skrót od „sztuka”… Nie obrażajmy tych, którzy się dla nas wypowiadają. Pamiętajmy: sierż. sztab, asp. sztab. czy chor. sztab., nigdy sierż. szt. Co do stopni, niestety drogie Panie, wszystkie mają formę męską. Czy to szeregowy, posterunkowy, sierżant, chorąży czy kapitan, przed żeńskimi nazwiskami zawsze poprawnie będą w tej formie: szeregowy Kowalska czy chorąży Potocka. Podobna sytuacja jest ze stanowiskami, niezależnie od płci, zawsze będzie to naczelnik, rzecznik, komendant, dowódca. Mylone bywają także skróty od stopni kapral (kpr.) oraz kapitan (kpt.). Na koniec akapitu pytanie retoryczne: rzecznicy prasowi są rzecznikami jednostek organizacyjnych czy swoich szefów? To czemu czasem widzę podpis albo słyszę, np.: rzecznik policji…? I jeszcze błąd, który przydarzył się ostatnio nawet pani premier. Forma „minister MON” nie jest zbyt właściwa, lepiej napisać „minister ON” lub powiedzieć „minister obrony narodowej”. Komandosi Komandosi to najczęściej nadużywane słowo wobec każdego zamaskowanego funkcjonariusza publicznego. Nie każdy kto ma kominiarkę, kamizelkę kuloodporną czy długą broń to komandos. I nie każdy nawet chce by tak o nim mówiono czy pisano. Komandosami przede wszystkim możemy nazywać żołnierzy naszych Wojsk Specjalnych. Forma ta, nawet nie specjalnie pasuje do policyjnych antyterrorystów. Najbezpieczniejszym określeniem na członków czy to wojskowych czy policyjnych pododdziałów specjalnych jest operator. Pamiętajmy jednak, iż operatorzy to członkowie zespołów bojowych. Unormowano także nazewnictwo w Wojskach Specjalnych: JW GROM, JW Formoza, JW Komandosów, JW Agat, JW NIL (JW – Jednostka Wojskowa; skrótowo można: GROM, Formoza, Agat, NIL). Niedopuszczalne jest stosowanie innych form co do nazwy. Są to owszem jednostki specjalne i jest właściwe użycie tego zwrotu w opisie jednostki ale nie w nazwie. Na wojskowych operatorów mówi się także specjalsi. Kolejnym widocznym problemem jest kwestia nazywania grup bojowych biorących udział w akcji, tu fantazja komentujących sięga czasem zenitu. Najbezpieczniejszym słowem jest chyba pododdział. W przypadku policji sprawa jest prosta. Centralną policyjną jednostką antyterrorystyczną jest Biuro Operacji Antyterrorystycznych (Komendy Głównej Policji), skrót BOA. W terenie, na poziomie województw mamy Samodzielne Pododdziały Antyterrorystyczne Policji, skrót SPAP lub SPAT oraz Sekcje Antyterrorystyczne, skrót SAT. Najbezpieczniej używać form: policyjni antyterroryści czy pododdział antyterrorystyczny. Wszelkie pomysły typu grupa specjalna czy policyjni komandosi nie są najlepsze. Formy jednostki specjalne możemy użyć do w/w jednostek oraz do jednostki antyterrorystycznej ABW, pozostałe jednostki typu Wydziały Realizacyjne Policji, Straży Granicznej, Kontroli Skarbowej, itp. proponuję opisywać jako jednostki taktyczne. Służby specjalne Służby specjalne to te służby, które ustawowo są uprawnione do prowadzenia czynności operacyjno-rozpoznawczych. Zaliczamy do nich ABW, Agencję Wywiadu, Służbę Wywiadu Wojskowego, Służbę Kontrwywiadu Wojskowego i Centralne Biuro Antykorupcyjne. To ustawowy zakres działań określa te służby jako służby specjalne a nie noszone kominiarki czy wejścia o 6:00 rano. Uprawnienia operacyjno-rozpoznawcze posiadają także Wywiad Skarbowy oraz wydzielone komórki Żandarmerii Wojskowej, nie są jednak one traktowane jako służby specjalne. Ochrona informacji niejawnych W aspekcie tematu ochrony informacji niejawnych, najczęściej popełniany jest jeden błąd, mylona jest nazwa uprawnienia dostępu do informacji niejawnej. Osoba uprawniona do takiego dostępu otrzymuje poświadczenie bezpieczeństwa a podmiot certyfikat, nigdy odwrotnie. No i nie istnieje już pojęcie tajemnicy państwowej. Terroryzm W tematyce terroryzmu przede wszystkim nie rozróżniane są w mediach pojęcia wzięcia zakładnika a porwanie. Nie będę się rozpisywał, naprawdę wystarczy wziąć to na logikę. Co jednak boli to nieświadome legalizowanie przez media bytu tzw. państwa islamskiego. Mój apel: Szanowni dziennikarze, nie piszcie „Państwo Islamskie” a „tzw. państwo islamskie„.
Funkcjonariusze służb mundurowych nie mogą tak jak cywile sami decydować o tym, do jakiej organizacji czy stowarzyszenia się zapiszą i jaką działalność „po służbie" będą prowadzić. Niektóre formy aktywności są im, bowiem zabronione, inne wymagają zezwolenia, a jeszcze inne mogą być podejmowane, ale tylko za wiedzą przełożonych. Od polityki z daleka Strefę zakazaną dla mundurowych stanowi polityka. Poszczególne pragmatyki w różnym stopniu ograniczają jednak tego typu aktywność swoich funkcjonariuszy. Ustawy: o Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej czy Służbie Więziennej zabraniają im tylko bycia członkiem partii politycznej. Przewidują też automatyczne (z mocy ustawy) ustanie takiego członkostwa z chwilą przyjęcia funkcjonariusza do służby gdyby on sam o takim członkostwie „zapomniał". Pozostałe służby mundurowe idą dalej. Funkcjonariuszowi Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu nie wolno zapisać się do partii, ale też nie może on uczestniczyć w jej działalności lub w działalności na jej rzecz. Co jak się wydaje dla funkcjonariuszy np. Policji nie jest zabronione. Jak widać jedne formacje zadawalają się tylko formalnym odseparowaniem funkcjonariusza od działalności politycznej, innym zależy też na jego faktycznym wymiarze. Podobne ograniczenia jak funkcjonariuszy ABW i AW dotyczą funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego, Biura Ochrony Rządu i Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Najszerzej kwestie te reguluje ustawa o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych. Z art. 106 tej ustawy wynika, że w czasie pełnienia zawodowej służby wojskowej żołnierzowi zawodowemu nie wolno: - być członkiem partii politycznej ani stowarzyszenia, organizacji lub ruchu obywatelskiego, stawiających sobie cele polityczne (jego dotychczasowe członkostwo w takich podmiotach ustaje z dniem rozpoczęcia pełnienia zawodowej służby wojskowej); - brać udziału w zgromadzeniach o charakterze politycznym; nie dotyczy to zgromadzeń związanych z wyborami władz państwowych i samorządowych (żołnierzom zawodowym uczestniczącym w takich zgromadzeniach nie wolno jednak nosić umundurowania oraz odznak i oznak wojskowych); - prowadzić działalności politycznej. Ograniczone prawa obywatelskie Tego typu zakazy stanowią niewątpliwie ograniczenie praw obywatelskich. Zdaniem Trybunału Konstytucyjnego są one jednak usprawiedliwione. Jak uznał, bowiem TK w uchwale z 24 kwietnia 1996 r. (W 14/95, OTK ZU Nr 2/1996, s. 136) „konstytucyjne prawo zrzeszania się obywateli w partie polityczne nie wyklucza możliwości ustanowienia przez ustawodawcę jego granic, czy też procedur prawnych korzystania z niego. (...) wolności obywateli nie mają charakteru absolutnego i mogą podlegać ograniczeniom". Stowarzyszenia też pod kontrolą Bardziej liberalne zasady dotyczą uczestnictwa funkcjonariuszy w innego rodzaju stowarzyszeniach i organizacjach. Choć i tu obowiązują pewne ograniczenia. Tylko strażacy mogą należeć do takich stowarzyszeń bez żadnych warunków wstępnych ani dodatkowych obowiązków. Zależy to wyłącznie od ich woli i nikt nie musi o tym wiedzieć. Autopromocja Specjalna oferta letnia Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc KUP TERAZ W większości pozostałych formacji o swojej przynależności do stowarzyszeń krajowych działających poza służbą funkcjonariusze muszą jednak informować przełożonych. Tak jest w Policji, Straży Granicznej, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Biura Ochrony Rządu, Służby Więziennej oraz wojsku. Przy czym w wojsku takie powiadomienie musi być pisemne. Z przepisów nie wynika, kiedy taka informacja musi trafić do przełożonego. Oznacza to, że funkcjonariusz może ją przekazać zarówno przed jak i już po zapisaniu się do danego stowarzyszenia. Nie powinien jednak z tym długo zwlekać. Chodzi o to, aby przełożony jak najwcześniej miał świadomość takiego zaangażowania podwładnego i zawsze wtedy, gdy będzie to konieczne mógł podjąć odpowiednie kroki (np. wyłączyć funkcjonariusza z określonej sprawy) w razie, gdy np. dane stowarzyszenie miałoby być przedmiotem działań danej służby. W CBA samo powiadomienie jednak nie wystarczy, funkcjonariusze mogą należeć do stowarzyszeń krajowych działających poza służbą pod warunkiem uzyskania na to zezwolenia szefa CBA. Działalność międzynarodowa za zezwoleniem Inaczej wygląda sytuacja, gdy w grę wchodzi przynależność do organizacji lub stowarzyszeń zagranicznych albo międzynarodowych. Tu funkcjonariusz nie może sam podejmować decyzji czy chce do nich należeć czy nie. Jeśli chce do nich wstąpić musi wcześniej uzyskać zgodę odpowiedniego przełożonego, czyli: - w Policji – Komendanta Głównego Policji lub upoważnionego przez niego przełożonego; - w Straży Granicznej – komendanta głównego SG; - w Państwowej Straży Pożarnej – komendanta głównego PSP; - w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i w Agencji Wywiadu – szefa właściwej agencji lub upoważnionego przez niego przełożonego; - w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego i w Służbie Wywiadu Wojskowego – szefa odpowiednio SKW albo SWW; - w Biurze Ochrony Rządu – ministra właściwego do spraw wewnętrznych lub upoważnionego przez niego przełożonego; - w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym – szefa CBA; - w Służbie Więziennej – dyrektora generalnego lub upoważnionego przez niego przełożonego;' - w wojsku – ministra obrony narodowej. Przy czym w przypadku wojska zezwolenia takie może być przez ministra obrony narodowej zawieszone lub cofnięte, jeżeli wymagają tego względy ochrony informacji niejawnych oraz potrzeby Sił Zbrojnych. Szczegółowy tryb postępowania w tego typu sprawach określa rozporządzenie ministra obrony narodowej z 20 lutego 2004 r. w sprawie udzielania żołnierzom zawodowym zezwoleń na przynależność do stowarzyszenia i innej organizacji zagranicznej lub międzynarodowej (DzU nr 40, poz. 366). Wynika z niego że w sprawach udzielania żołnierzowi zawodowemu zezwolenia na przynależność do stowarzyszenia i innej organizacji zagranicznej lub międzynarodowej minister obrony narodowej rozstrzyga w formie decyzji. Ta sama forma zastrzeżona jest dla zawieszenia i cofnięcia udzielonego zezwolenia. Inaczej kwestię te reguluje § 5 rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji z 14 czerwca 2002 r. w sprawie właściwości organów i jednostek organizacyjnych Straży Granicznej w sprawach wynikających ze stosunku służbowego funkcjonariuszy Straży Granicznej oraz trybu postępowania w tych sprawach (DzU nr 91, poz. 814 ze zm.). Zgodnie z nim, załatwienie sprawy osobowej dotyczącej udzielenia funkcjonariuszowi zezwolenia na przynależność do organizacji lub stowarzyszeń zagranicznych lub międzynarodowych polega na pisemnym zawiadomieniu zainteresowanego o udzielonym zezwoleniu lub odmowie jego dzielenia. Ranga organizacji bez znaczenia Warto pamiętać, że poszczególne ustawy pragmatyczne poza podziałem na krajowe i zagraniczne nie precyzują, o jakie stowarzyszenia i organizacje chodzi. Oznacza to, przynależność do każdej z nich bez względu na jej charakter (np. naukowy, hobbystyczny, sportowy czy charytatywny) zasięg działania (lokalny czy np. ogólnokrajowy) wymaga wypełnienia przez funkcjonariuszy określonych w przepisach obowiązków. A za ich zlekceważenie grozi im odpowiedzialność dyscyplinarna. podstawa prawna: Art. 63, art. 67 ustawy z 6 kwietnia 1990 r. o Policji (tekst jedn. DzU z 2015 r. poz. 355 ze zm.), podstawa prawna: Art. 67, ustawy z 12 października 1990 r. o Straży Granicznej (tekst jedn. DzU z 2014 r. poz. 1402 ze zm.) podstawa prawna: Art. 106-108 ustawy z 11 września 2003 r. o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych (tekst jedn. DzU z 2014 r. poz. 1414 ze zm.) podstawa prawna: ustawy z 24 sierpnia 1991 r. o Państwowej Straży Pożarnej (tekst jedn. DzU z 2016 r. poz. 603 ze zm.) podstawa prawna: Art. 81 ustawy z 24 maja 2002 r. o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu (tekst jedn. DzU z 2015 r. poz. 1929 ze zm.) podstawa prawna: Art. 40 ustawy z 9 czerwca 2006 r. o służbie funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego (tekst jedn. DzU z 2016 r. poz. 740 ze zm.) podstawa prawna: ustawy z 16 marca 2001 r. o Biurze Ochrony Rządu (tekst jedn. DzU z 2016 r. poz. 552 ze zm.) podstawa prawna: ustawy z 9 czerwca 2006 r. o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym (tekst jedn. DzU z 2016 r. poz. 1310 ze zm.) podstawa prawna: Art. 163 ustawy z 9 kwietnia 2010 r. o Służbie Więziennej (tekst jedn. z DzU z 2016 r. poz. 713 ze zm.)
PGZ, czyli państwowa firma zbrojeniowa, która miała przenieść polskie wojsko na wyższy poziom nowoczesności, stała się dostarczycielem stanowisk dla ludzi bliskich Antoniemu Macierewiczowi. Bywa, że skompromitowanych, jak Krzysztof Badeja. Wiadomość o zatrudnieniu pułkownika Krzysztofa Badei w biurze odpowiadającym za bezpieczeństwo Polskiej Grupy Zbrojeniowej była z gatunku bombowych. Poruszyła nie tylko jego znajomych z wojskowego kontrwywiadu, ale i posłów opozycji z byłym szefem MON Tomaszem Siemoniakiem na czele. W wysłanym do Antoniego Macierewicza zapytaniu poselskim poprosił o wyjaśnienie, jak to się stało, że taka osoba jak płk Badeja znalazła zatrudnienie w PGZ, kto go rekomendował i czy dostał dostęp do tajemnic? Pytania jak najbardziej zasadne, biorąc pod uwagę fakty, o których przypomina Siemoniak: „żołnierz ten podczas wykonywania w Polskim Kontyngencie Wojskowym Afganistan czynności służbowych z ramienia Służby Kontrwywiadu Wojskowego doprowadził się do stanu upojenia alkoholowego”. Z tego powodu „został w trybie natychmiastowym relegowany z teatru działań”, a „problemy z nadużywaniem alkoholu dotknęły tego oficera także podczas służby w PKW Irak”. Były szef MON dotąd nie dostał odpowiedzi na swój list. – Obecność Badei w PGZ jest niesłychanie demoralizująca, przede wszystkim dla służb. Bo pokazuje dobitnie: nieważne, że się skompromitował, ważne, że wiedział, z kim trzymać – komentuje Siemoniak. Badeja, jako były oficer peerelowskiej Wojskowej Służby Wewnętrznej, a zarazem jeden ze współtwórców słynnego raportu o działalności Wojskowych Służb Informacyjnych, wiedział to od dawna. Sami swoi Zatrzymajmy się na chwilę przy samej PGZ. To konglomerat ponad 60 spółek zależnych, zatrudniających 17,5 tys. osób, i mającej ponad 5 mld zł rocznego obrotu. PiS po przejęciu władzy uczynił ze spółki kluczowy element strategii dotyczącej obronności. Nadzór nad nią już na początku rządów Beaty Szydło przeszedł z Ministerstwa Skarbu do Ministerstwa Obrony. – PGZ miała przejąć większość zamówień wojskowych, bo rząd stwierdził, że są tak ważne, iż trzeba je skupić w rękach państwa, rezygnując z prywatnych – tłumaczy Marek Świerczyński, analityk ds. bezpieczeństwa POLITYKI INSIGHT. MON miało więc de facto zamawiać u siebie i dostarczać bojowe drony, samochody terenowe, autobusy, ale też paląco potrzebny wojsku system zarządzania polem walki (BMS). Do tej pory nic z tego nie wyszło. Za to na innym polu – zatrudniania ludzi związanych z Macierewiczem – spółka odnosi same sukcesy. Może z wyjątkiem Bartłomieja Misiewicza, który po tym, jak wiosną załamała się jego kariera w MON, próbował znaleźć bezpieczną przystań właśnie w PGZ. Jego praca na stanowisku pełnomocnika zarządu do spraw komunikacji trwała tylko trzy dni. Gdy sprawa, a przede wszystkim sięgająca 50 tys. zł pensja, stała się głośna, Misiewicz odszedł z PGZ, a dzień później także z PiS. Dziś w zarządzie firmy znajdziemy Macieja Lwa-Mirskiego, który obok swego ojca Andrzeja jest jednym z najbardziej zaufanych prawników szefa MON. Mirski junior 10 lat temu zasiadał w komisji weryfikacyjnej WSI, brał też udział w głośnym wtargnięciu do siedziby CEK NATO w grudniu 2015 r. Wiceszefową rady nadzorczej jest mecenas Konstancja Puławska, córka innego z „zaufanych” – adwokata Waldemara Puławskiego, kolejnego człowieka Macierewicza z przeszłością w peerelowskim aparacie represji (pod koniec lat 80. kierował Prokuraturą Rejonową Warszawa Praga Południe), który dziś z jego nadania, jako zastępca prokuratora generalnego, nadzoruje wojskowy pion prokuratury. Niedawno do PGZ trafił też Robert Gut. Prosto ze Służby Kontrwywiadu Wojskowego, gdzie na stanowisko dyrektora biura administracyjnego ściągnął go Piotr Bączek. W Grupie pracuje też inny niedawny funkcjonariusz kontrwywiadu Piotr Brzeziński, który w 2007 r., tuż przed przejęciem rządów przez PO jako zastępca naczelnika Biura Ewidencji i Archiwum SKW, miał wydać polecenie dokonania tzw. sprawdzeń w bazie danych służby, a także dopuścił do wniesienia do archiwum SKW sprzętu komputerowego, na który skopiowano tajne dane. Zdaniem prokuratury w obu przypadkach naruszył prawo. Śledczy postawili mu zarzut działania na szkodę interesu publicznego – jednak w 2012 r. nagle zrezygnowali z oskarżenia i umorzyli śledztwo, nie dopatrując się przestępstwa. Jednak w tym towarzystwie nie ma chyba nikogo, kto swoim życiorysem dorównałby Krzysztofowi Badei. Już samo to, że pierwsze lata wojskowej kariery spędził w Wojskowej Służbie Wewnętrznej, instytucji kontrwywiadowczej uznanej w ustawie o IPN i lustracyjnej za część aparatu bezpieczeństwa PRL, a przez polityków PiS za organizację niemal przestępczą, czyni go wyjątkowym. Niedawno pracę w prezydenckim Biurze Bezpieczeństwa Narodowego stracił w trybie nagłym płk Czesław Juźwik, gdy „Gazeta Polska” napisała, że w latach 1983–90 był „oficerem komunistycznego kontrwywiadu wojskowego WSW”. Do tej samej WSW dwa lata po płk. Juźwiku wstąpił płk Krzysztof Badeja. Jednak „Gazeta Polska” o tym raczej nigdy nie napisze – Badeja to oficer zasłużony dla Macierewicza i Bączka, których pismo to od dawna wspiera. W dywizji telewizyjnej Służbę w WSW rozpoczął w połowie lat 80. od trwającego dziewięć miesięcy kursu kontrwywiadowczego w Centrum Szkolenia WSW im. Feliksa Dzierżyńskiego w Mińsku Mazowieckim. Miał wtedy 25 lat, był oficerem po toruńskiej szkole artylerii i aż do 2004 r. w jego zawodowym życiu nie działo się zbyt wiele. Niedługo po ukończeniu kursu trafił do wydziału kontrwywiadu odpowiedzialnego za ochronę nieistniejącej już 1. Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej w Legionowie, by w końcu zostać jej szefem. W PRL dywizja służyła za wizytówkę ludowej armii, do której w pierwszej kolejności trafiał nowy sprzęt. Była też obowiązkowym punktem programu podczas wizyt przedstawicieli bratnich armii i przywódców. Stąd zwana była jednostką telewizyjną. – To, ale i bliskość Warszawy sprawiały, że nie trafiał tam byle kto. Trzeba było mieć jakieś wsparcie – twierdzi oficer kontrwywiadu z wieloletnim stażem. Co było zadaniem oficera kontrwywiadu w takiej jednostce? – Większość spraw była prozaiczna: ktoś kradnie paliwo, ktoś kręci przy przetargach, coś wynosi ze stołówki, ale też pije albo zbyt hucznie się bawi nie tam, gdzie powinien – tłumaczy jeden z byłych oficerów z wydziału kontrwywiadu WSI w Legionowie. Jak mówią byli koledzy, szczególnie w tych ostatnich sprawach Badeja lubił dużo wiedzieć. Opisują go jako osobowość dość skomplikowaną i raczej niezbyt lubianą. – Był inteligentny i bystry, ale ze skłonnością do konfabulacji. – Lizusowski wobec przełożonych, bezwzględny dla podwładnych. Wielu się go bało, bo uchodził za nie do ruszenia – charakteryzuje były współpracownik Badei. Pnąc się po szczeblach kariery, Badeja zaliczył epizod w kolejnej instytucji, którą jego mocodawcy z PiS uważają za siedlisko zła: w 1990 r. skończył roczne studia w podległej MSW Akademii Spraw Wewnętrznych. Ale rozgłos w wojsku zdobył dopiero w 2004 r. Nie była to jednak ta popularność, na której mu zależało. Stan agonalny Latem 2004 r., w ramach III zmiany polskiego kontyngentu, wyjechał do Iraku. Został oficerem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo polskiej brygady (jednej z dwóch, obok ukraińskiej, tworzącej tzw. polską dywizję, czyli Wielonarodową Dywizję Centrum Południe). Czas w polskiej strefie był gorący, trzy miesiące wcześniej Irak opuścili wspierający nas Hiszpanie, trwało powstanie tzw. Armii Mahdiego, a polscy żołnierze dopiero stoczyli bitwę w obronie ratusza w Karbali. Mieście, w którym stacjonowało dowództwo brygady, o której bezpieczeństwo miał dbać Badeja. Jeden z oficerów służących wówczas w Iraku do dziś pamięta, że nawet jak na warunki wojskowe pułkownik zaliczył mocne wejście w misję: – Przyjechał w lipcu, by przejąć obowiązki od poprzednika. Przejmował tak, że po trzech dniach trzeba było wzywać pomoc lekarską. Trafił do polskiego szpitala w Karbali w stanie zapaści, odwodniony. Polscy medycy wiedząc, z kim mają do czynienia, woleli przerzucić problem dalej. – Wezwali amerykański MEDEVAC, czyli zespół ewakuacji medycznej, który zabrał go śmigłowcem do szpitala w Bagdadzie. Amerykanie postawili go tam na nogi i powiedzieli, że ma iść precz, bo oni tam zajmują się rannymi, a nie pijącymi. Badeja nie miał się gdzie podziać, kilka dni spędził w poczekalni i wydzwaniał do nas, błagając, by go stamtąd zabrać do bazy – wspomina nasz rozmówca. W tym czasie w sztabie polskiej dywizji zapadła decyzja o odesłaniu kłopotliwego oficera do Polski. Był już nawet przygotowany następca, który miał przylecieć z kraju i go zastąpić, ale nagle okazało się, że Badeja ma zostać. Wstawił się za nim ówczesny wiceszef WSI. Sprawie – jak mówią żołnierze – ukręcono łeb. Ledwie trzy miesiące później polski kontrwywiad w Karbali znów został postawiony na nogi z powodu Badei. – Odebrałem telefon z dowództwa polskiej brygady, że od trzech dni nie ma kontaktu z pułkownikiem. Czwartego dnia żołnierze wyważyli drzwi do jego pokoju i wtedy okazało się, że leży w łóżku bez kontaktu – opowiada oficer. W sztabie polskiej brygady zapanowała konsternacja, bo w tym samym pokoju Badeja trzymał tajne materiały, które trzeba było w trybie pilnym zabezpieczać. Tym razem wylądował w polskim szpitalu, z czego korzyść była taka, że gdy odzyskał świadomość i dowiedział się, co się stało, odłączył kroplówki, obsztorcował personel i wyszedł. Znów zapadła decyzja o rotacji i znów ją cofnięto po interwencji z centrali WSI w Warszawie. Nikt nie poniósł żadnych konsekwencji. Kolega Badei z Iraku: – Pił na zasadzie – pijemy, aż padniemy. Mam wrażenie, że w ogóle nie nadawał się do służby w misjach, bo źle znosił towarzyszący im stres. Na służbie u Antoniego Minęło 9 lat, po rządach PiS nastały rządy PO i Badeja znów wyjechał – już jako oficer SKW. Tym razem do Afganistanu w ramach XIII zmiany. I znów zaniemógł. Tym razem sprawa stała się publiczna. Media pisały o polskim oficerze kontrwywiadu, którego pijanego odnalazł amerykański patrol na terenie bazy w Ghazni. Miał nim być Badeja, który w rozmowie z dziennikarzami wszystkiemu zaprzeczył, mówiąc, że to bzdury i pomówienia. Szef SKW Janusz Nosek podjął jednak decyzję o natychmiastowym ściągnięciu go do kraju. Jeden z byłych członków kierownictwa SKW: – Zaginął na kilka dni, po czym został odnaleziony w ciężkim stanie i odwieziony do szpitala. Zażądaliśmy dokumentacji na ten temat, ale papiery gdzieś wcięło. Ludzie Macierewicza, którzy pozostali w SKW za rządów PO, zadbali o to, by się nie znalazły – twierdzi nasz rozmówca. Formalnie więc pułkownik znów był czysty. Nie tylko takie przygody zapewniły Krzysztofowi Badei sławę w armii. Cofnijmy się o kilka lat – do 2005 r., gdy PiS po raz pierwszy przejął władzę. To wtedy jego kariera nabrała gwałtownego przyspieszenia. W WSI nie ma jeszcze Macierewicza, szefem MON zostaje Radosław Sikorski, a służbami rządzi Zbigniew Wassermann. Zaczynają się pierwsze porządki. Na początku 2006 r. szefem Biura Bezpieczeństwa Wewnętrznego WSI zostaje płk Marek Kwasek, znajomy z tego samego kursu WSW w Mińsku, który ściąga Badeję do siebie. Dzięki temu zyskuje on dostęp do największych tajemnic służby – BBW to tak zwana bezpieka, policja w policji, która ma wykrywać przestępstwa i nadużycia wśród żołnierzy WSI. Jednak kilka miesięcy później kolejny zwrot – WSI idzie w stan likwidacji i do gmachu przy ul. Oczki wkracza nowa miotła, z Macierewiczem na czele. Wymiata promotora Badei. Ten jednak szybko odnajduje się w nowych realiach. Mimo grzechów przeszłości zostaje pozytywnie zweryfikowany, choć musiał na to długo czekać i ciężko zapracować – odpowiednie zaświadczenie dostał w czerwcu 2007 r., czyli po ponad roku, a dopiero we wrześniu, a więc tuż przed przejęciem władzy przez PO został wyznaczony na nowe stanowisko – do Zespołu Studiów i Analiz, którym kierował obecny szef SKW Piotr Bączek. W międzyczasie przed komisją weryfikacyjną chętnie opowiadał o sprawach prowadzonych przez WSI. Gdy pewien oficer dowiedział się, że to Badeja stał się jednym z przewodników nowej ekipy po tajemnicach służby, postanowił ostrzec Macierewicza. – Poszedłem do niego z moim przełożonym. Dwie godziny opowiadałem mu o tym, co robił Badeja w Iraku. Gdy skończyłem, Macierewicz stwierdził, że to wszystko nieprawda, a te wiadomości krążą po to, by zdyskredytować pana pułkownika – wspomina nasz rozmówca. – Badeja, ciesząc się znacznym zaufaniem nowego kierownictwa, był kimś w rodzaju komisarza do spraw wewnętrznych. Miał prawo żądać wszelkich dokumentów i prowadzić rozmowy z ludźmi. Uczestniczył również w konfrontacjach z oficerami WSI, które wtedy były przeprowadzane w celu ich weryfikacji. Kilku z nich powiedziało mi, że gdyby wtedy mieli giwerę pod ręką, nie zawahaliby się jej użyć. Znając mapę konfliktów w WSI, Badeja rozgrywał swoją partię u Macierewicza i Bączka – opowiada jeden z byłych wysokich rangą oficerów SKW. Oficjalnie nie wiadomo, jakie informacje o kolegach i sprawach prowadzonych przez WSI zbierał Badeja i co z nimi robił. Nieoficjalnie w kręgu byłych funkcjonariuszy wojskowych służb mówi się o obyczajowych hakach i wyimaginowanych aferach, które później zostały opisane w raporcie z działalności WSI. Badeja zaprzecza, że brał udział w jego powstawaniu, jednak zeznając przed prokuratorem prowadzącym śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień przez szefa komisji weryfikacyjnej Antoniego Macierewicza, przyznał, że pisał analizy na podstawie teczek z archiwum WSI, których fragmenty znalazły się później w raporcie. Sporządzał też na prośbę Bączka oceny innych oficerów WSI. Ostatnia szarża I na koniec, jeszcze jedna, dobrze charakteryzująca płk. Badeję historia. Po powrocie z misji, gdy sprawa jego niedyspozycji stała się na tyle głośna, że stanęła na posiedzeniu sejmowej komisji do spraw specsłużb, kolejny szef SKW gen. Piotr Pytel podjął decyzję o przeniesieniu oficera do rezerwy kadrowej MON. Wtedy Badeja podjął ostatnią szarżę. – Zaproponował Pytlowi, że może mu przekazać takie informacje o Antonim i byłym kierownictwie SKW, których jeszcze nikomu nie opowiedział – twierdzi były członek kierownictwa wojskowych służb. – Z tego, że Badeja trafił do PGZ, najbardziej powinny być zadowolone obce służby – uśmiecha się ważny niegdyś oficer WSI, który dobrze zna bohatera tej historii. – Ze swoimi cechami charakteru, czyli pyszałkowatością i słabością do mocniejszych napojów, jest stosunkowo łatwy do rozgryzienia. W służbach powiedzieliby: łatwo go strzelić w ucho. *** Próbowaliśmy skontaktować się z Krzysztofem Badeją. Gdy zadzwoniliśmy na jego komórkę, nie chciał się przedstawić, zaprzeczał, że to on, i się rozłączył. Nie odebrał więcej telefonu. Nie reaguje MON, zaś PGZ odmówiła odpowiedzi na pytania, zasłaniając się tajemnicą firmy. Sprostowanie W artykule pt. „Pan z Grupy”, zatytułowanym w spisie treści jako „Dziwna kariera pułkownika z Polskiej Grupy Zbrojeniowej” opublikowanym w Tygodniku „Polityka” w dniu 8 listopada 2017 r. autorstwa Grzegorza Rzeczkowskiego, zostały opublikowane następujące nieprawdziwe informacje: Nieprawdą jest, iż pan Krzysztof Badeja był zatrudniony w PGZ SA. Pan Krzysztof Badeja nigdy nie pracował i nie pracuje w PGZ SA.. Z poważaniem Prezes Zarządu Błażej Wojnicz, Członek Zarządu Adam Leksiński Odpowiedź na sprostowanie PGZ W tekście „Pan z Grupy” (POLITYKA 45) opisałem historię oficera wojskowego kontrwywiadu Krzysztofa Badeję, który w zagadkowych okolicznościach znalazł zatrudnienie w biurze odpowiedzialnym za bezpieczeństwo Polskiej Grupy Zbrojeniowej. W swoim sprostowaniu spółka temu zaprzecza. Redakcja nie może odmówić publikacji, jeśli sprostowanie jest poprawne pod względem formalnym, dziennikarz ma jednak prawo odnieść się do treści sprostowania. Informację o pracy Badei w PGZ dostałem z pewnego, sprawdzonego źródła. Jednak by je potwierdzić, 15 września napisałem maila do biura prasowego Grupy z prośbą o informacje na temat pracy Krzysztofa Badei w PGZ. W przesłanej odpowiedzi 26 września PGZ nie zaprzeczył, że Badeja pracuje w firmie. Odmówił jednak odpowiedzi na moje pytania, twierdząc, że Grupa nie podlega pod ustawę o dostępie do informacji publicznej. Według PGZ spółka „nie jest podmiotem wykonującym zadania publiczne”, czyli takim, który „ma na celu zaspokojenie powszechnych potrzeb obywateli”. W jakim celu zatem sztandarowa firma zbrojeniowa produkuje okręty, czołgi, wozy opancerzone i karabiny, jeśli nie dla zaspokojenia bezpieczeństwa państwa i jego obywateli? Dlaczego PGZ najpierw unika odpowiedzi, nie zaprzeczając jednak, że pracuje w niej Badeja, a potem śle sprostowanie? Dlaczego podobnie postępuje MON? Resort pytany o to samo najpierw milczał, by ponaglany, już po ustawowym terminie 14 dni, zaprzeczyć zatrudnieniu Badei w PGZ. Do dziś jednak nie odpowiedział na inne pytania. Np. do kogo, jeśli nie do Krzysztofa Badei, należał numer telefonu komórkowego, na który dzwoniłem przed publikacją tekstu (31 października o godz. – mój rozmówca nie chciał się przedstawić, zaprzeczył, że nazywa się Badeja, a później już nie odbierał telefonu)? A przede wszystkim – jak wytłumaczyć fakt, że gdy 2 listopada zadzwoniłem na recepcję PGZ, recepcjonistka przekazała mi prośbę od Badei o pozostawieniu numeru telefonu wraz z obietnicą, że pułkownik oddzwoni? Kto próbuje ukryć przed opinią publiczną kompromitujący dla MON i PGZ oraz wojskowych służb fakt zatrudniania oficera ze stażem w tak znienawidzonych przez ich szefa Antoniego Macierewicza służbach, jak WSW i WSI? A może Badeja wrócił do służb, skąd został oddelegowany do PGZ? A więc formalnie nie jest zatrudniony w Grupie, bo etat ma gdzie indziej, co byłoby jeszcze bardziej bulwersujące, zważywszy na przeszłość tego oficera. O to również zapytałem MON. Na razie bez odzewu. Grzegorz Rzeczkowski
Fot. Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych/Twitter "Rzecznik zwrócił się do MON-u z prośbą o rozważenie zmiany przepisów, w taki sposób, aby byli funkcjonariusze służb mundurowych, którzy zostali powołani do zawodowej służby wojskowej mieli poczucie, że są traktowani tak samo, jak pozostali żołnierze zawodowi" - czytamy na stronie Rzecznika Praw Obywatelskich. Jak tłumaczy biuro, chodzi o różnice w sposobie naliczania odprawy dla funkcjonariuszy Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego czy Służby Wywiadu Wojskowego. Do biura Rzecznika Praw Obywatelskich trafiać mają skargi dotyczące nierównego traktowania w służbach mundurowych. Jak czytamy w komunikacie, "chodzi o różnice w naliczaniu odprawy dla funkcjonariuszy Policji Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego czy Służby Wywiadu Wojskowego, jeżeli bezpośrednio po zakończeniu dotychczasowej służby zostaną powołani do zawodowej służby wojskowej oraz żołnierzy, którzy bezpośrednio po zakończeniu zawodowej służby wojskowej zostaną przyjęci do służby w ww. formacji mundurowej". Jak tłumaczy biuro, zgodnie z przepisami ustawy o Policji, podczas obliczania wysokości odprawy funkcjonariusza uwzględnia się czas nieprzerwanej służby wojskowej, jeżeli żołnierz nie otrzymał po jej zakończeniu odprawy i został bezpośrednio przyjęty do służby w Policji. "Jeżeli zatem żołnierz zawodowy nie otrzymał odprawy, to okres jego zawodowej służby wojskowej zostaje uwzględniony przy ustalaniu wysokości odprawy" we wspomnianych wcześniej służbach mundurowych. Analogiczne rozwiązania znajdziemy w aktach prawnych dotyczących innych formacji mundurowych. Problem pojawiać ma się, jak pisze biuro, kiedy funkcjonariusz podejmuje zawodową służbę wojskową. W praktyce funkcjonariusz np. Policji zwalnia się ze służby, po czym otrzymuje akt powołania do zawodowej służby wojskowej. W odróżnieniu od instytucji przeniesienia, będącego przekształceniem stosunku służbowego jest to rozwiązanie stosunku służbowego (aktu mianowania), a następnie nawiązanie kolejnego stosunku służbowego (aktu powołania), choć skutki (np. w zakresie ciągłości służby) wynikające z tej formy powołania do zawodowej służby wojskowej są zbliżone. Okazuje się, że funkcjonariusze policji, SG, PSP, ABW, AW, SKW czy SWW, "którzy bezpośrednio po zakończeniu służby w formacjach mundurowych podejmą zawodową służbę wojskową, bezpowrotnie tracą prawo do odprawy za okres wcześniejszej służby". Otrzymają oni odprawę jedynie za okres służby w polskich Siłach Zbrojnych. Zgodnie bowiem z interpretacją przepisów ustawy o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych z 2003 roku, "do okresu zawodowej służby wojskowej zalicza się okresy zasadniczej służby wojskowej, przeszkolenie wojskowe, terytorialną służbę wojskową, ćwiczenia wojskowe, służbę przygotowawczą, okresową służbę wojskową oraz służbę wojskową w razie ogłoszenia mobilizacji i w czasie wojny". Oznacza to, że nie bierze się pod uwagę służby w innych formacjach mundurowych. Co ciekawe, okres ten liczy się jednak, gdy mowa o prawie do dodatkowego urlopu wypoczynkowego czy dodatku za długoletnią służbę wojskową. Rzecznik czeka obecnie na wyjaśnienia ministra obrony narodowej, do którego skierował pismo z prośbą o zbadanie problemu i rozważnie zmiany przepisów, oczywiście w porozumieniu z ministrem spraw wewnętrznych i administracji (gdyż analiza RPO obejmuje tylko nadzorowane przez niego formacje) oraz koordynatorem ds. służb specjalnych. Sprawę może niewątpliwie ułatwić fakt, że ta sama osoba stoi obecnie na czele resortu i piastuje stanowisko koordynatora. Jest to oczywiście minister Mariusz Kamiński. Zmiany przepisów mają pozwolić na to, by funkcjonariusze służb mundurowych - jak podkreśla biuro - którzy zostali powołani do zawodowej służby wojskowej "mieli poczucie, że są traktowani tak samo, jak pozostali żołnierze zawodowi".
funkcjonariusz a żołnierz skw